17 stycznia 2012
obiecadło cacadło
Na linach notatnika przeciągam pojedyncze słowa nie chcąc naprężać ich ciężarem kotwic zdań. Krótkie pytania o conditio lingua przynoszą twarde spacje białego milczenia. Spór o granice języka powiewa trzepocząc w głowie gonfalone, pod którym salutują rzędy wychudzonych znaków - grafemów wytatuowanych czarnym tuszem - co typograficzny wstyd próbują osłonić koszulą z tektury okładek.
28 listopada 2011
W poniedziałek zdzwoniliśmy się na krótką chwilę i byliśmy dla siebie uprzejmi. Kilka razy wyszedłem z domu, ponieważ musiałem, było po co, trzeba było zarobić. W tym czasie barmanka, którą ledwie znam zaczęła pisać do mnie sms-y. Ma węgle w oczach i mocny, elektryczny ładunek w perlistym uśmiechu jaki pasuje do kobiety o dekadę mądrzejszej. Pomimo tych niezwykle cennych przymiotów odstraszyłem ją kłamstwem (a może to była prawda) o smaku piołunówki.
28 września 2011
kif
Okna. Okna w samolocie. Przeciągam przez zęby nić. Hamuję płytkim wzrokiem odbicie w lustrze, spluwam. Zakładam platynowe spinki do mankietów i dopiero mogę się odlać. Poranna toaleta. Okna w samolocie. Ślepa szwaczka na szczycie góry plecie monstrualny szalik kłamstw. Liczby, modele, statystyka, wytworzyły subtelny rodzaj matematycznej inteligencji. Nanizani na pręty liczydła, drewniane kule w maszynie losującej szczęście i pecha. Wkładam wypastowane buty, dopiero później do tostera kromki. Horacy mnie wkurwia z czego nie zamierzam się nigdy tłumaczyć. Zawołaj ojca, niech nastawi samowar. Przyniosę kif, tytoń i imbir. Po śniadaniu głaszczę swój portfel, jest z miękkiej skóry i pachnie moim pierwszym milionem na komunię. Okna w samolocie. Z nich nie widzę, że za ogonem niebo smużę.
22 września 2011
zapytaj kurzu
Słabo słyszę. W dzisiejszym śnie twoja matka opiera mokre policzki o moje chude ramię i milczy. Jest w niej dużo z ciebie, którą zapominam. Przez odbicie w lustrze toaletki patrzy mi w oczy tak, że robi mi się słono w gardle.
Jutro jadę do sąsiedniego miasta.
Słabo słyszę. Niedowidzę. Pamięć izoluję mocną szkotką.
Jutro jadę do sąsiedniego miasta.
Słabo słyszę. Niedowidzę. Pamięć izoluję mocną szkotką.
19 lipca 2011
Heterostaza
12 lipca 2011
Wino, lotus, krokodyle.
Kleopatro o malachitowych oczach, zostawmy nasze lektyki i niewolników przy pierwszym parkingu pod piramidami głupot. Pośliń mój palec, wiatr wskaże nam cień, w którym rozpuszczę się na twojej piersi, tam rozhuśtana ukołysz się pod sykomorą. Przyjmij mnie na styku manipury splotu słonecznego i zamknij na świat dźwięku ściskając, samej prawie nie oddychając. Zrań pumy pazurami plecy wilka, który obwąchuje zimnym nosem każdą wiosnę twojej skóry. Wszystek wykwit plam po mojej winie. Licząc od płatka ucha przez wilgotne wargi i gardło o tętnicy podbitej pulsem, aż do żyły na czole gdzie mieni się czakra adżna nabrzmiała życiem - skarbem, który pode mną zawisł.
Dochodzę,
że rozumiemy swoje położenie.
Dochodzę,
że rozumiemy swoje położenie.
01 lipca 2011
As kid I used to play in fields of broken glass, building debris, burnt out cars, wet furniture, feral animals and crack bottle tops. It was where industrial wastelanders dig the coal from forgotten galerries and rape old concrete constructs of commie engineering in enrapturing gangbang to tear it apart and gather the metal marrow.
My teenage memories smells like roofing felt mixed with heavy rain, wet dog and tobacco. I miss you boy.
My teenage memories smells like roofing felt mixed with heavy rain, wet dog and tobacco. I miss you boy.
04 czerwca 2011
bukiet stołowy
Jaśmin śni fantastyczną planetę gdzie korzenie wszystkich roślin łączą się i tworzą
Społeczną sieć wymiany zmysłów, doświadczalny kłębek planetarny
Rozkołysany wiatrem budzi się i opowiada sen wzbierając w sobie jagody
Wiatr słysząc o tym
Podpina palto i zwiewa dalej jak na rowerze do Przemyśla
Podsłuchiwanie snów kończy się u niego samobójczym niżem
Podsłuchiwanie snów kończy się u niego samobójczym niżem
Nie śni nigdy wiatr sny nosząc
, no przecież
, no przecież
14 maja 2011
fiksja
Ślizgam się. Kolorowe slajdy zwijam w gładkie rulony. Połykam bańki i staram się jednocześnie łapać grip na poręczy. Tylko odpowiedni rodzaj pogody, wilgotność powietrza i secenograficznie kontynuacyjne rozmieszczenie elementów środowiska, pozwala przypomnieć sobie pewne istotne momenty, na chwilę.
W nocy deszcz perseoidów, a w dzień deszcz złych wiadomości. Mówimy o tym z kumplem wycierając pięty w trampkach na betonie. Że Świat to oblat podgryzany przez pięć miliardów myszek. Elementy. Nic nam się nie zgadza jak rządy w Belgii. Kierunek z wektorem no i rachunki za telefon. Jak dobrze, że nie mam kredytu tylko wieczny debet racz dać nam w banku. I odsetki od kary za przetrzymane książki. Lorki i Vonneguta. Ze sterty czasopism upchanej w naszych głowach na srebrnej tacy zjeżdża sensacja wiodącej prym stacji. I druga, trzecia oraz michałki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)