01 lipca 2011
As kid I used to play in fields of broken glass, building debris, burnt out cars, wet furniture, feral animals and crack bottle tops. It was where industrial wastelanders dig the coal from forgotten galerries and rape old concrete constructs of commie engineering in enrapturing gangbang to tear it apart and gather the metal marrow.
My teenage memories smells like roofing felt mixed with heavy rain, wet dog and tobacco. I miss you boy.
My teenage memories smells like roofing felt mixed with heavy rain, wet dog and tobacco. I miss you boy.
04 czerwca 2011
bukiet stołowy
Jaśmin śni fantastyczną planetę gdzie korzenie wszystkich roślin łączą się i tworzą
Społeczną sieć wymiany zmysłów, doświadczalny kłębek planetarny
Rozkołysany wiatrem budzi się i opowiada sen wzbierając w sobie jagody
Wiatr słysząc o tym
Podpina palto i zwiewa dalej jak na rowerze do Przemyśla
Podsłuchiwanie snów kończy się u niego samobójczym niżem
Podsłuchiwanie snów kończy się u niego samobójczym niżem
Nie śni nigdy wiatr sny nosząc
, no przecież
, no przecież
14 maja 2011
fiksja
Ślizgam się. Kolorowe slajdy zwijam w gładkie rulony. Połykam bańki i staram się jednocześnie łapać grip na poręczy. Tylko odpowiedni rodzaj pogody, wilgotność powietrza i secenograficznie kontynuacyjne rozmieszczenie elementów środowiska, pozwala przypomnieć sobie pewne istotne momenty, na chwilę.
W nocy deszcz perseoidów, a w dzień deszcz złych wiadomości. Mówimy o tym z kumplem wycierając pięty w trampkach na betonie. Że Świat to oblat podgryzany przez pięć miliardów myszek. Elementy. Nic nam się nie zgadza jak rządy w Belgii. Kierunek z wektorem no i rachunki za telefon. Jak dobrze, że nie mam kredytu tylko wieczny debet racz dać nam w banku. I odsetki od kary za przetrzymane książki. Lorki i Vonneguta. Ze sterty czasopism upchanej w naszych głowach na srebrnej tacy zjeżdża sensacja wiodącej prym stacji. I druga, trzecia oraz michałki.
01 maja 2011
Hektor Lucyna
wszedłem sobie w zdanie argumentem
przejęty krasnal małe ego klaszcze
w dłonie fiknąłem kozła ofiarnie oczami
zgrywając fiksy zupełnie jak przy goleniu pindola
święty ubaw małpy w Jaipurze
b a r d z o poważne sprawy czesanie ścieżek
nie wyrzucaj bluz z kapturem tam tkwią wszystkie
myśli zza ucha ty znasz skoro kot to ty
gdy robię palcem tam i między
oczami skronie oka kąciki składają nożyce
figaro z prawem do pierwszej nocy
przejęty krasnal małe ego klaszcze
w dłonie fiknąłem kozła ofiarnie oczami
zgrywając fiksy zupełnie jak przy goleniu pindola
święty ubaw małpy w Jaipurze
b a r d z o poważne sprawy czesanie ścieżek
nie wyrzucaj bluz z kapturem tam tkwią wszystkie
myśli zza ucha ty znasz skoro kot to ty
gdy robię palcem tam i między
oczami skronie oka kąciki składają nożyce
figaro z prawem do pierwszej nocy
18 marca 2011
kuszeta
Pociąg się spóźnia. To na pewno samobójca rzucił się pod tory. Od tygodnia pada deszcz, a nad miastem ciążą ołowiane chmury. Synoptyka daje się wszystkim we znaki, mnie również. Jeżdżąc autem wkurwiam się na wszystkich kierowców. Chodząc pieszo irytuję się na pieszych, psy i odmarzające stolce. Wydaję więcej pieniędzy na słodycze i kawę, słucham muzyki fortepianowej.
Czekając na pociąg środkuję emocje i rozgrywam partię szachów w telefonie. Przegrywam z trudnym poziomem trudności, chowam telefon, wyjmuję papierosa. Rozglądam się. Normalni ludzie. Elementarna homogeniczna grupa pracujących, młodzieży i emerytów. Zupełnie niefotogeniczny zbiór twarzy schowanych pod wiatą z plastiku.
Odchodzę na wysepkę wysuniętą daleko poza peron na jego tyle, przekraczam białą linię i staję nad torami. Widzę tam porzuconą strzykawkę, truchło gołębia i wyblakły papierek po lodach śmietankowych, a dalej żwir i trakcja.
W tym momencie zrywa się ciepły silny podmuch. Krople deszczu przybierają na wadze i lepkości.
Stawiam kołnierz, ręką zakrywając zapalniczkę odpalam papierosa. Wiatr i deszcz tworzą ścianę gęsto zlanego bogatego w szcegóły szumu. W tym dźwięku chwytam syntetyczny szelest. Czuję, że ktoś za mną stoi. Odwracam się i widzę siebie w ortalionowej fioletowej kurtce z tygodniowym zarostem na twarzy.
Ja w ortalionie pytam się siebie w płaszczu czy mam ognia. Odpalam sobie papierosa myśląc, czemu ja nie mam ognia. I obserwuję swoje zaciśnięte na filtrze usta i rzęsy na zmrużonych powiekach, małą bliznę na skroni w kształcie trójkąta której nie znam. Mam dziwny głos. Patrzę sobie w oczy kiedy zaciągamy dym i jakby nigdy nic odwracam się by patrzeć w dal jak pies nosem wciągając wiatr.
Z oddali nadbiega dźwięk syreny zwiastujący przyjazd pociągu. Nie ma mnie tam. Rzeczywiście. Skład przyjeżdża powoli wtaczając się na stację. Ludzie wsiadają szybko chcąc zająć wolne miejsca. Z oporem ruszam przed siebie by do nich dołączyć. Po tym krótkim spotkaniu ze sobą jestem ciekaw, a od jakiegoś czasu nie czułem ciekawości. Chmury, ruszyły z miejsca. Wiatr wyraźnie przesunął je na północ. Tam dokąd odjeżdża pociąg. Skoro tak, może zostanę, zresztą nie widziałem się, żebym wsiadał do środka.
08 marca 2011
03 lutego 2011
02 lutego 2011
Lubisz wyobrażać sobie las i jego zapach. Z ręką w majtkach gapisz się w pustą framugę. Kiwasz niemrawo dużym palcem lewej stopy. Być może właśnie wysyłasz sygnał w kosmos. Parę razy właśnie w ten lub podobnie bezwiedny sposób odebrałem kilka wiadomości. Nie mówiły nic specjalnego. Kilka bezużytecznych rad dotyczących pielęgnacji roślin. Innym razem były to myśli jakiegoś szwajcarskiego kucharza, nie znam francuskiego, ale udało mi się przechwycić jego irytację tym, że komuś nie smakowało jego danie. Sam nie wiem po co o tym wspominam, ale niekontrolowana myśl o potędze wszechświata sprawia, że mam ochotę wyłyżeczkować kiwi i granat.
22 stycznia 2011
18 stycznia 2011
inicjacyjny akcent reportera komercyjnej stacji rozlega się z głośników kineskopowego telewizora uzbrojonego w antenę naziemną / skurczona i półsucha przysadka starej kobiety zaczyna ślinić się hormonami podekscytowania / gruby ratler siedzący na jej spuchniętych kolanach dyszy ospale trawiąc gotowanego kurczaka z rozgotowanym ryżem / czas płynie wolno / listonosz z emeryturą nadejdzie wkrótce w kurtce podszytej zapachem śmieci palonych w piecach i wiatrem zimnym co wyrywa kit ze szpar w oknach na klatce
02 grudnia 2010
od niedzieli
wszystkie delfiny noszą białe kołnierzyki,
a ty i ja postanowiliśmy znów łamać gnaty.
odkąd siwieję nie myślałem, że to zrobimy.
tak mało piję, aż niewiarygodne.
wczoraj, habibi, paliłem świece w intencji inercji.
tylko nie interpretuj.
a ty i ja postanowiliśmy znów łamać gnaty.
odkąd siwieję nie myślałem, że to zrobimy.
tak mało piję, aż niewiarygodne.
wczoraj, habibi, paliłem świece w intencji inercji.
tylko nie interpretuj.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

