11 kwietnia 2013

Trzepie mnie od okna do ściany, przez pokój, graty i znowu.
W nocy jest pięknie. Śnieg spada powoli, wolniej niż mężczyzna w sen po orgazmie.

Pomarańczowa refleksja świateł latarni za oknem kołysze jak piórowe resory w tarpanie.

Stwardniałe napięcia pękają pod cyrkowych pocisków uciskiem. Do żywego.
Spierzchniętych ust skórowanie. Na szczękach ścisk listy trzydziestu ton hitów porażek.

Nie garbię się(chwilami), nie zabijam(innych), nie narzucam(woli).

Załóżmy, że chwilowo znalazłem się w grupie witamin B12.
Kobalamina, naturalny katalizator adrenaliny.
Kabel słuchawek na wejściu się boczy
Mono, stereo-mono
Ty chuju

05 kwietnia 2013

except

11/07/1995

Zapieczona jak śruba na kole ksywa. Rdzawa bruzda szczenięcego charakteru wyryta na drzwiach garażu kamieniem do ostrzenia noży, znalezionym w pobliżu zejścia do piwnicy na początku wakacji.

Boisko do kosza, nierówne klepisko podbite korzeniami topoli i brzózek. Zapluty deptak nieopodal hasioka, z obręczą ukręconą lewoskosem podobnie do pisklęcych główek zawieszoną na ślepej ścianie cegieł.

Bród powszedni z jałowej ziemi kamienistego podkładu nabity w bruzdy kolan po wsze czasy. Hałda kurzu spod opon wywrotki zamiast piaskownicy. Czteroosobowa huśtawka śmierci. Nieprzystrzyżony park kamienicznej nomenklatury okręcony nerkowym kagańcem fundamentów.


Podwórze.

29 marca 2013

slag heap cowboys on drugs with a hunch
shaked in love mixed with coal, debris, cargo trains and funk
fly high on cracked concrete carpet above skewed chimneys
with an average speed of casual sunset

throwing butts, smoked
with no idea how to match their lives 
patterns etched in rugged urban tissue
by shady sins of omission

28 marca 2013

podnoszę rękę do twarzy i widzę tylko dwa palce
resztę znalazłem po chwili schowaną w garści

06 lutego 2013




Zasłony rozwiane mleko rozlane
Leki wykupione na wpół zjedzone
Węgiel wniesiony nie rozpalony
Listy nadane i nie wysłane
Wstęga Mobiusa z uszczelki na kran
   

24 stycznia 2013